Rentgen osobowości – recenzja „Żółtego szalika”

Musimy się ratować. Trzeba uporządkować doznania.

 

Opowieść Morgensterna z pozoru jest prosta. Poznajemy historię dyrektora firmy, który od lat walczy z alkoholizmem. Kolejne kobiety odchodzą od niego, ponieważ żadna nie jest w stanie wygrać z uzależnieniem. Obecnej partnerce (Krystyna Janda) obiecuje jednak, że przestanie pić, a postanowienie to, decyduje zrealizować w trybie natychmiastowym. Pierwsza próba zderzenia się z deklaracją ma miejsce na świątecznym koktajlu. Efektowna i dobrze zrealizowana scena daje nam namiastkę tego, jakim wewnętrznym zakłóceniom, poddawana jest stale osoba opanowana przez alkohol. I już wydaje się, że mu się uda, kiedy nagle przychodzi rozczarowanie, rozcieńczone wódką.

Żółty szalik był jednym z najlepszych tytułów roku 2000. Morgenstern zdziwił w nim nowoczesnością i wyrafinowaniem. Znowu szedł pod prąd. Gdy jego koledzy kręcili kolubryny historyczne i ekranizowali szkolne lektury, on powrócił kinem kameralnym i delikatnie opowiedział o współczesnym świecie[1].

Wykonując rentgen osobowości Bohatera (w tej roli doskonały Janusz Gajos), można dojść do interesujących prześwietleń. Morgensternowi udało się stworzyć człowieka pełnego wewnętrznych opozycji: dobry-zły, kulturalny-wulgarny, otwarty-zamknięty. Potęguje to zwłaszcza fakt, że widziany jest z dwóch perspektyw: osoby, która próbuje walczyć z nałogiem, i jednostki, pozwalającej na to, by jej życie było zdominowane przez alkohol. Bohater nie spełnia oczekiwań innych, nie zachowuje się zgodnie z normami społecznymi, nie panuje nad własnymi słabościami, a mimo to ma w swojej przestrzeni osoby, które chcą mu pomagać. W interesujący sposób jest to pokazane zwłaszcza w relacji Bohatera z matką, graną przez Danutę Szaflarską. Wspólnie spędzona Wigilia Bożego Narodzenia jest okazją do tego, aby zastanowić się nad tym, co jest istotą egzystencji, jakie kroki należy podjąć, aby za postanowieniem (koniec z piciem) szły konkretne działania. Funkcję symbolu w filmie pełni żółty szalik, który Bohater dostaje w prezencie najpierw od syna, a później od matki. Ma on być rodzajem talizmanu. Tak długo, jak go nie zgubi, jest szansa na to, że pokona nałóg.

Warto obejrzeć ten film, zwłaszcza ze względu na wspaniałą kreację Gajosa, który nigdy nie duplikuje swoich postaci – raz śmieszy (To ja złodziej), a innym razem wywołuje strach (Przesłuchanie). Gajos, co jest jego niebywałym atutem, należy do aktorów  „uniwersalnych”, przez co, w chwili tworzenia kolejnej roli, dostajemy możliwość obserwacji jego artystycznej intuicji, nie tłamszonej przez oczekiwanie związane z tą jedyną rolą, z którą czasami są kojarzeni aktorzy. Bez wątpienia atutem filmu jest też scenariusz Jerzego Pilcha, dzięki któremu Janusz Morgenstern stanął ponownie za kamerą oraz subtelna muzyka Michała Lorenca.

[1] B. Hollender, Od Wajdy do Komasy, Prószyński i S-ka, Warszawa 2014, s. 40.

Write a Reply or Comment

Your email address will not be published.